Odróżnić siebie od innych pomagają nam granice….
A żeby poczuć swoje granice, potrzebny jest kontakt ze złością…
Czy masz kontakt ze swoją złością?
A może jesteś zupełnie odcięta od niej? Nie umiesz sobie z nią poradzić i nie chcąc sprawiać przykrości innym, zamiast w nich, kierujesz ją do środka… w siebie?
Może być również tak, że wybuchasz, tracisz nad sobą panowanie i zamiast szukać przyczyny tego wulkanu w środku, zalewasz innych całkowitą odpowiedzialnością za sytuację, która miała miejsce i za uczucia, które się w związku z tym w Tobie pojawiły…
„Na co nie mam zgody…?” „Co mi się nie podoba…?” „Kto wkroczył na mój teren i go nie uszanował…?” „Czego definitywne DOŚĆ…?”
Czy masz z tym kontakt w sobie? A jeśli nie, to co takiego się wydarzyło, że nie masz… jakie sytuacje, jakie zdarzenia, kto w nich uczestniczył… kto nie stanął za Tobą…kto Cię zawstydzał… kto Cię karał… za to, że pokazałaś, że jesteś z jakiegoś powodu zła?
A może kobiety w Twoim rodzie, nie mogły… bo bezpieczniej było być uległym, podporządkowywać się dla dobra ogółu…?
Poczuj, co w Tobie teraz wybrzmiewa na myśl o tym…
Czy Ty się możesz porządnie wkurwić…? Tak, dobrze czytasz… wkurwić…
Czy możesz sobie pozwolić…?
Czasami, kiedy pracuję z kobietami podczas sesji indywidualnych, wchodzę w reprezentanta w ich złości… i przepuszczam przez siebie krzyk, który płynie ze splotu słonecznego… one wtedy wybuchają płaczem… czują, jakby to one krzyczały… że w końcu im wolno… poruszające to bardzo… ile w nas krzyku zamkniętego… ile energii zatrzymanej… zastanej w strategii przetrwania… bo jakbyś sobie pozwoliła, to może być kogoś zabiła… TYLE tego jest…
I nie chodzi o to, żeby teraz chodzić po ludziach, po rodzinie, by im wykrzykiwać za to, czy za tamto… ale o to, by pozwolić sobie w bezpiecznej przestrzeni uczynić to… DLA SIEBIE… by pójść za sobą z instynktu… zostawić łatki typu „wariatka”… i zgodzić się na taką wersję siebie… by poddać się tej fali, która potrzebuje się przetoczyć, wybrzmieć, wypłynąć… BY UWOLNIĆ TO W SOBIE…
A po złości przychodzi smutek, ogrom niewypłakanych łez, które nierzadko gromadzą się w naszym ciele jako dodatkowe kilogramy, albo które dają o sobie znać, częstym oddawaniem moczu…
Kiedy smutek się wyciszy, przychodzi spokój… taki, który daje wyciszenie duszy… ukojenie…dzięki którym ciało powolutku zaczyna zdejmować z siebie kolejną zbroję…
Takie to właśnie jest…
I wtedy po pewnym czasie z tego właśnie spokoju, a nie potrzeby walki, czy udowadniania… rodzi się nasza wewnętrzna MOC… od nas zależy, jak nią pokierujemy…
A żeby poczuć swoje granice, potrzebny jest kontakt ze złością…
Czy masz kontakt ze swoją złością?
A może jesteś zupełnie odcięta od niej? Nie umiesz sobie z nią poradzić i nie chcąc sprawiać przykrości innym, zamiast w nich, kierujesz ją do środka… w siebie?
Może być również tak, że wybuchasz, tracisz nad sobą panowanie i zamiast szukać przyczyny tego wulkanu w środku, zalewasz innych całkowitą odpowiedzialnością za sytuację, która miała miejsce i za uczucia, które się w związku z tym w Tobie pojawiły…
„Na co nie mam zgody…?” „Co mi się nie podoba…?” „Kto wkroczył na mój teren i go nie uszanował…?” „Czego definitywne DOŚĆ…?”
Czy masz z tym kontakt w sobie? A jeśli nie, to co takiego się wydarzyło, że nie masz… jakie sytuacje, jakie zdarzenia, kto w nich uczestniczył… kto nie stanął za Tobą…kto Cię zawstydzał… kto Cię karał… za to, że pokazałaś, że jesteś z jakiegoś powodu zła?
A może kobiety w Twoim rodzie, nie mogły… bo bezpieczniej było być uległym, podporządkowywać się dla dobra ogółu…?
Poczuj, co w Tobie teraz wybrzmiewa na myśl o tym…
Czy Ty się możesz porządnie wkurwić…? Tak, dobrze czytasz… wkurwić…
Czy możesz sobie pozwolić…?
Czasami, kiedy pracuję z kobietami podczas sesji indywidualnych, wchodzę w reprezentanta w ich złości… i przepuszczam przez siebie krzyk, który płynie ze splotu słonecznego… one wtedy wybuchają płaczem… czują, jakby to one krzyczały… że w końcu im wolno… poruszające to bardzo… ile w nas krzyku zamkniętego… ile energii zatrzymanej… zastanej w strategii przetrwania… bo jakbyś sobie pozwoliła, to może być kogoś zabiła… TYLE tego jest…
I nie chodzi o to, żeby teraz chodzić po ludziach, po rodzinie, by im wykrzykiwać za to, czy za tamto… ale o to, by pozwolić sobie w bezpiecznej przestrzeni uczynić to… DLA SIEBIE… by pójść za sobą z instynktu… zostawić łatki typu „wariatka”… i zgodzić się na taką wersję siebie… by poddać się tej fali, która potrzebuje się przetoczyć, wybrzmieć, wypłynąć… BY UWOLNIĆ TO W SOBIE…
A po złości przychodzi smutek, ogrom niewypłakanych łez, które nierzadko gromadzą się w naszym ciele jako dodatkowe kilogramy, albo które dają o sobie znać, częstym oddawaniem moczu…
Kiedy smutek się wyciszy, przychodzi spokój… taki, który daje wyciszenie duszy… ukojenie…dzięki którym ciało powolutku zaczyna zdejmować z siebie kolejną zbroję…
Takie to właśnie jest…
I wtedy po pewnym czasie z tego właśnie spokoju, a nie potrzeby walki, czy udowadniania… rodzi się nasza wewnętrzna MOC… od nas zależy, jak nią pokierujemy…
Katarzyna Deręgowska
Terapeutka Ustawień Systemowych
—
Photo:Unsplash